Witaminy K2 i D3

Te dwie witaminy omówię w jednym rozdziale, jako że ich funkcje częściowo się łączą.

K2 – witamina zagadka. Jest to chyba jedyny składnik pokarmowy, którego suplementacja wykazała potężny efekt prozdrowotny, a którego po prostu nie ma w pożywieniu. Jakieś mikroilości znajdują się w kilku pokarmach, odrobinkę potrafi syntetyzować nasza flora jelitowa i niektóre komórki, ale to wszystko są wartości bardzo drobne w porównaniu do tego, co stosowano z powodzeniem w badaniach.

Skąd, jak, gdzie…? Natura nie popełnia takich błędów. Przecież już dawno powinno dojść do naturalnej selekcji, powinni przeżywać ci z nas, którzy produkują jej w organizmie więcej. Albo ci, których ciało nie potrzebuje witaminy, może się bez niej obejść. Tak właśnie wyglądała (i dalej wygląda, bo jej poziom spadł dopiero w ostatnich stuleciach) sprawa z D3. Może po prostu chodzi o jakieś źródło, które niedawno znikło z naszego menu? Słyszałem o badaniach wykazujących jej obecność w owadach. Inni naukowcy twierdzą, że mogła być ona produkowana w jelicie ślepym, ale niedawno nasz gatunek straciłby taką umiejętność – niemniej tu już powinna zadziałać naturalna selekcja.

Innymi słowy, mamy do czynienia z czymś, co nie miało prawa się wydarzyć. Najbardziej oczywiste rozwiązanie to… błąd w badaniach. Czyli efekty suplementacji witaminą K2 mogą wcale nie być takie dobre.

Co wykazały wstępne badania? Zalety stosowania K2 były tak duże, że wręcz niewiarygodne. Wyglądało to jak sytuacja z jakiejś bajki albo filmu S-F. Bo jak inaczej odnieść się do faktu, że w grupie wysokiego ryzyka nowotworu wątroby, osoby które ją otrzymały miały ryzyko zachorowania niższe niemal dziesięciokrotnie? W innym badaniu o około 90% spadło prawdopodobieństwo złamania kości w stosunku do grupy kontrolnej.

Cóż się okazało? Badanie, w którym witamina K2 zmniejszała ryzyko złamań zostało wycofane po tym, jak autorowi udowodniono zafałszowanie wyniku. Faktycznie, suplementacja poprawiała stan kości, ale dotyczyło to wszystkich form, łącznie z K1, obecną w zielonych częściach roślin. Również zwykła forma K1 zmniejszyła ryzyko choroby nowotworowej czterokrotnie, chociaż przy tak niewielkiej grupie pacjentek mógł to być przypadek:

https://journals.plos.org/plosmedicine/article?id=10.1371/journal.pmed.0050196

Zmniejszenie ryzyka chorób nowotworowych zdaje się być realne, chociaż nie aż tak dramatyczne, jak w przypadku nowotworu wątroby:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5958717/

Istnieje kilka badań, w których osoby z najwyższym spożyciem miały zredukowane ryzyko chorób układu krążenia, ale tu trzeba pamiętać, że witamina ta naturalnie występuje głównie w tych pokarmach, które zawierają inne substancje chroniące przed tymi chorobami. Niemniej wstępna próba kliniczna wykazała pewne działanie ochronne:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/26176325

Efekty nie były oszałamiające, postęp choroby został spowolniony raptem o około 5%, ale było to wykrywalne w badaniach. Badania epidemiologiczne sugerują, że zwykła witamina K1 również może mieć takie działanie.

Podsumowując, efekty suplementacji nie rzucają na kolana, co może być wyjaśnieniem paradoksu, o którym pisałem na początku. Nie było naturalnej selekcji osób, których organizm nie wytwarza witaminy K2, bo jej rola jest stosunkowo niewielka. Spowolnienie procesu miażdżycowego o 5% praktycznie nie będzie miało wpływu na szansę przekazania swoich genów. Zmniejszenie ryzyka rozwoju nowotworu w badaniach statystycznych było rzędu kilkunastu procent, przy czym wyniki mogły być zafałszowane obecnością mającego działanie przeciwnowotworowe sprzężonego kwasu linolowego w produktach, które zawierają witaminę K2.

Informacje, jakoby tylko forma MK7 działała a MK4 nie, są rozpowszechniane głównie przez ludzi, którzy sprzedają formę MK7. Wszystko wskazuje na to, że te formy nieco różnią się działaniem i nawzajem uzupełniają. Sugerowałbym suplement, który zawiera je obie.

Jeden z japońskich naukowców zajmujących się tym zagadnieniem napisał, że nie brałby D3, gdyby nie mógł jednocześnie suplementować K2 – jak to ujął, D3 sprawia, że wapń jest przyswajany a także wbudowywany w struktury naszego ciała, ale to K2 sprawia, że organizm „wie” gdzie go odłożyć.

D3 pozyskujemy głównie ze słońca. Tu wyraźnie widać naturalną selekcję – pod jego wpływem produkujemy kilkakrotnie więcej tej witaminy w porównaniu do osób czarnoskórych. Niedawno jednak pojawiły się prace siedzące, w biurach, pojawił się obowiązek szkolny, a co gorsza – zaczęliśmy stosować kremy z filtrem UV, całkowicie blokujące zdolność skóry do syntezy. W efekcie całe populacje cierpią na niedobór.

Już wcześniej, zanim ubrania, siedzenie cały dzień w pracy czy w szkole i podróżowanie w zamkniętych samochodach stało się takie modne (czy może konieczne), z jej niedoborami wiązały się problemy, nie na tyle jednak silne, by doprowadzić do wymierania osobników słabszych i wyraźnej naturalnej selekcji. Zapewne biały, żyjący w Polsce, pracujący cały dzień w polu do ostatniego dnia jesieni i od pierwszego dnia wiosny odniósłby jedynie niewielką korzyść z suplementacji, może nawet żadnej albo wręcz by na tym stracił.

Ponieważ jednak niemal nikt tak nie pracuje, mamy masowe niedobory. Ciężko jednak o konkretne informacje o ich wpływie na zdrowie, jako że brakuje prób klinicznych, w których zastosowano odpowiednio wysokie dawki suplementu odpowiednio długo. Wstępne badania sugerowały bardzo wysoki efekt chroniący przed chorobami nowotworowymi, ale kolejne, przeprowadzone dokładniej, nie potwierdziły tego:

http://naturalneleczenie.com.pl/2018/11/12/witamina-d3-a-nowotwory/

Wyjątkiem jest czerniak, którego związek z niedoborami zdaje się być bardzo duży.

Coś, o czym mówi się dość rzadko, a co jest bardzo ważne – nadmiar D3 jest dość mocno szkodliwy. Oczywiście przypadki typowego zatrucia zdarzają się bardzo rzadko, niemal niemożliwe jest doprowadzenie do ostrych objawów wywołanych nadmiarem, ale badania dość jasno pokazują, że wykres ryzyka zgonu w zależności od stężenia D3 we krwi przypomina parabolę. Oznacza to, że najczęściej chorują i umierają osoby z obu stron ekstremum – ci ze stężeniem bardzo niskim, a także ci z bardzo wysokim. Poziom metabolitu D(25)OH prawdopodobnie powinien wynosić około 30 ng/ml, podwyższone ryzyko śmierci wiązało się zarówno z wartościami poniżej 20, jak i powyżej 40 (odpowiada to widełkom 50-100 nmol/l). Z badań wynika też, że niedobór jest znacznie groźniejszy niż nadmiar – ryzyko zgonu rośnie dwukrotnie szybciej wraz ze spadkiem poziomu, niż ze wzrostem.

http://naturalneleczenie.com.pl/2017/11/30/jak-to-w-koncu-jest-z-witamina-d3/

Innymi słowy, stosując bardzo wysokie dawki suplementu nie tylko nie poprawiacie swojego stanu zdrowia, ale wręcz skracacie życie. Oczywiście bardzo ciężko tu ustalić optymalną dawkę, ale ja osobiście nie przekraczałbym 2-4 tysięcy jednostek w zimie (w zależności od masy ciała), oraz 500-1000 jednostek w okresach, gdy latem nie ma dużego kontaktu ze słońcem. Być może, ale tylko być może jednoczesna suplementacja K2 przesunie „bezpieczną granicę” nieco wyżej i będzie można czerpać korzyści ze stężenia we krwi powyżej 30 ng/ml, ale jest to tylko hipoteza, fakty są takie jak opisałem.

Osobiście odradzam badanie jej poziomu, gdyż po pierwsze jest to bardzo drogie (ponad 100 zł gdy to piszę), po drugie – poziom zmienia się z miesiąca na miesiąc, aby badaniami kontrolować na przykład skuteczność suplementacji, trzeba je robić cztery czy nawet pięć razy rocznie, co już wiąże się z bardzo poważnym obciążeniem finansowym i czasowym. Co z tego, że zrobię dziś pomiar, jak za miesiąc już nie będę wiedział, czy np poziom nie spadł z braku słońca, albo nie wziąłem za dużo suplementów?

Suplementacja wiąże się ze spadkiem poziomu magnezu, który jest wykorzystywany do aktywacji witaminy, więc powinno się równolegle brać również ten pierwiastek, przynajmniej na początku. Jeśli ktoś ma niski poziom we krwi i nie może podnieść z niewyjaśnionych przyczyn – możliwe, że ma zbyt niski cholesterol, co czasem przytrafia się fanatykom zdrowia. Dodatkowo w pierwszym etapie suplementacji należy też brać osłonowo witaminę A, ale nie w formie prowitaminy (czyli karotenu), tylko zwykłego retinolu, dostępnego w aptece jako zwykły suplement witaminy A.