Dieta

To chyba najważniejszy rozdział na tej witrynie. Bardzo wiele osób z kręgów „alternatywnych” wierzy głównie w suplementy. I jest w tym sporo racji – są one tańsze, łatwiej je kontrolować, a przede wszystkim – łyknięcie garści tabletek zajmuje kilka sekund, a przyrządzenie kilku zdrowych posiłków w ciągu dnia niekiedy całe godziny.

Niemniej trzeba sobie powiedzieć wprost – nie wszystko da się uzupełnić. Pokarm to setki, tysiące składników odżywczych, z których tak naprawdę znamy zaledwie kilkadziesiąt. Co i rusz pojawia się opis nowej „cudownej” substancji obecnej w roślinach, która ma leczyć choroby cywilizacyjne, oczywiście za grubą kasę dostępna w kapsułkach… Druga rzecz, to szkodliwy nadmiar wielu substancji. Niektórzy zarzucają mi „ale czemu polecasz dietę, do której trzeba brać tabletki, czy to na pewno zdrowe?”. Po pierwsze, w naszym „naturalnym” środowisku taki sposób odżywiania żadnych tabletek nie wymagał, bo brakujące składniki były po prostu w brudzie i robakach. Po drugie zaś – jeśli czegoś w naszym sposobie odżywiania brakuje, można to uzupełnić. Jeśli jednak mamy któregoś składnika zbyt wiele, pojawia się prawdziwy problem.

Tylko jeden sposób odżywiania został przetestowany klinicznie dając zadowalające rezultaty. Zazwyczaj jesteśmy bombardowani informacjami, że dieta X doprowadziła do spadku stężenia substancji Y we krwi, albo sposób odżywiania A zmienił wynik badania B. Niestety – albo stety – takie badania są bezwartościowe. Skuteczność diety ocenia się całościowo, nie wolno patrzeć, czy spadła np dana frakcja cholesterolu. Należy odpowiedzieć na pytanie „czy zmniejszyła się ilość zawałów” albo „czy cofnął się rak”. Jak do tej pory obie te sztuczki udały się tylko jednemu naukowcowi.

Chodzi oczywiście o dra Ornisha, osobistego lekarza prezydenta Clintona (zresztą uratował go przed ciężką operacją serca, cofając dietą zmiany chorobowe). Proponowany przez niego sposób odżywiania zakłada niemal całkowitą eliminację tłuszczu nasyconego oraz pokarmów mocno przetworzonych. Jest to niemal weganizm, z dopuszczeniem drobnych ilości składników odzwierzęcych. Należy kierować się zasadą „staraj się jeść rośliny w takim stanie, w jakim występują one w naturze”. Oczywiście oprócz tego w skład terapii wchodziło kilka suplementów.

Każdy na pewno zna chudych i chorowitych wegan, stąd może pojawić się pytanie „gdzie więc zalety tej diety?”. Cały trick polega na odpowiednim połączeniu pokarmów wartościowych oraz suplementów, korygujących niedobory tych 2-3 składników odżywczych z którymi na dietach bezmięsnych jest problem. Większość wegan jest mocno zaangażowana ideologicznie, będą więc utrzymywać, że ich sposób odżywiania jest „naturalny” i nie wymaga żadnych dodatków. Nie jedzą też zbyt zdrowo – znam wielu z nich i bardzo często posiłek wygląda jak „cola plus frytki”, niby wegańskie, ale czy zdrowe…

Badania kliniczne dały naprawdę oszałamiające rezultaty – grupa osób z ciężką chorobą serca po 5 latach miała ryzyko zawału zredukowane praktycznie do zera, ich tętnice po prostu się oczyściły, coś co medycyna uważała za rzecz niemożliwą. Podobny „cud” wydarzył się w grupie z początkowym stadium raka prostaty – choroba cofnęła się, guzy zmniejszyły. Co ciekawsze, okazało się to skuteczne również przy cukrzycy – chorzy mogli zmniejszyć dawkę leków albo nawet całkowicie je odstawić.

https://www.ornish.com/wp-content/uploads/Intensive-lifestyle-changes-for-reversal-of-coronary-heart-disease1.pdf

https://www.ornish.com/wp-content/uploads/Intensive_Lifestyle_Changes_and_Prostate_Cancer.pdf

https://www.ornish.com/wp-content/uploads/effectiveness-efficacy-of-an-intensive-cardiac1.pdf

Brzmi jak fragment opowiadania sci-fi, ale to wszystko można sprawdzić w bazie PubMed. Dr Ornish naprawdę istnieje, naprawdę jest pracownikiem jednego z czołowych uniwersytetów, naprawdę wyleczył prezydenta USA z ciężkiej choroby serca i naprawdę przeprowadził te badania. A że o tym nie słyszymy? Zazwyczaj nie słyszy się o rzeczach, których nie opłaca się nikomu sprzedawać. W końcu kto zarobi na tym, że będziemy inaczej jedli? Sprzedawca sałaty?

Z takim sposobem odżywiania wiąże się konieczność zażywania kilku suplementów. Po pierwsze – witamina B12, bez niej ani rusz. Nie ma jej w pokarmach roślinnych, bardzo mało jest w nabiale. Żadne zwierzę nie produkuje jej w organizmie, roślinożerne czerpią ją po prostu z brudu, gdzie jest jej pełno, oraz z wszelkiego rodzaju robali. My wprowadziliśmy do naszego życia higienę, co pozwala nam uniknąć epidemii, ale też doprowadziło do kilku problemów, w tym niedoborów B12. Powinno się codziennie, albo nawet 2 razy dziennie brać tabletkę. Jako ciekawostkę dodam, że większość (tak, większość!) osób jedzących mięso ma niski poziom tej witaminy.

W Polsce konieczne jest uzupełnianie jodu i selenu. Mamy bardzo niewiele tych pierwiastków w glebach. W zasadzie jako gatunek nie jesteśmy przystosowani do życia w krajach, gdzie jest tak zimno jak w Polsce. Przeżyliśmy dzięki umiejętności „suplementacji” ciepła ogniem, ubraniem i mieszkaniami. Niemniej jodu w powietrzu brakuje, więc nie ma go też w żywności. Selen może i nie byłby problemem, gdyby nie stopniowe wyjaławianie gleb oraz duża popularność jedzenia wysoce skoncentrowanego, takiego jak np biała mąka czy tłuste mięso, mającego bardzo niską zawartość składników odżywczych w przeliczeniu na kalorie. Co prawda jeden brokuł ma mniej na przykład białka niż jeden kotlet, ale co gdy porównamy 1000 kcal brokułów do 1000 kcal kotletów? Nagle okazuje się, że brokuły mają więcej białka.

Dr Ornish wyeliminował też ryby, zastępując je koncentratem w postaci kapsułek omega 3. Być może kilkadziesiąt czy kilkaset lat temu byłby to błąd, ale dziś morza są już tak zanieczyszczone metalami ciężkimi i pestycydami, że jedzenie ryby bardziej przypomina eksperyment chemiczny niż posiłek.

Mówiąc wprost – eliminujemy lub bardzo mocno ograniczamy wszelkie produkty odzwierzęce, eliminujemy wszystko, co jest mocno przetworzone, wszystko, co ma więcej niż 5 gramów tłuszczu nasyconego w jednej porcji. Jemy jak najwięcej roślin w możliwie nieprzetworzonej formie. Polecam tutaj robienie „szejków” w mikserze, co jest bardzo proste, zajmuje raptem kilka minut i dostarcza dość smacznego posiłku. Starczy do miksera wrzucić kilka jabłek, ze 2 banany, 3 marchewki, dolać wody, włączyć na minutę czy dwie – gotowe.

Pełne zalecenia dietetyczne dra Ornisha można znaleźć na jego witrynie internetowej, dla osób znających angielski:

https://www.ornish.com/proven-program/nutrition/

Badania wykazały, że ograniczenie jednego z aminokwasów – metioniny – ma bardzo duży wpływ na długowieczność, dosłownie przedłuża młodość. Tak się składa, że dieta dra Ornisha jest w niego bardzo uboga, co jest dodatkową zaletą.

Bardzo wiele mówi się o tym, że osoby długowieczne nigdy się nie przejadały. „Nigdy nie wstawaj od stołu syty”, „pamiętam zawsze chodziłem głodny, czasem kilka dni nic nie jadłem” – regularnie powtarza się w ich wypowiedziach. Ale możliwe, że chodzi tu po prostu o metioninę, że nie dojadając, siłą rzeczy ograniczyli podaż tego aminokwasu. Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, gdyż nie ma tu przeprowadzonych odpowiednich badań.

Jeśli ktoś nie czuje się na siłach (co jest zrozumiałem, bardzo ciężko przestawić się na całkiem nowy sposób odżywiania), polecam metodę małych kroków – wprowadzanie drobnych zmian w sposobie odżywiania, np najpierw eliminujemy jajka na śniadanie i zastępujemy mieszanką z miksera, gdy po kilku tygodniach wejdzie to w nawyk – zamieniamy mięso w obiedzie na warzywa strączkowe (zrobienie kotletów z fasoli zajmuje tyle samo czasu, co klasycznych „mielonych” i gwarantuję, że nie ustępują one smakiem!), potem podmieniamy kolację… i już prawie gotowe.

Polecam też witrynę znajomego dietetyka, który za darmo układa miesięczne plany takiego sposobu odżywiania wraz ze wszystkimi posiłkami.

Link do witryny znajomego dietetyka – kliknij mnie!